Zarząd
Narodowego Banku Polskiego kupi aż 31 nowych aut. Rodzynek przypadnie
prezesowi Sławomirowi Skrzypkowi. Dostanie on BMW serii 7 za 350 tysięcy
złotych. "Jeżdżenie tańszym byłoby populizmem" - tłumaczą ludzie prezesa,
który teraz pewnie bez wstydu będzie mógł pojechać do przydenta lub
premiera. Bo u nich na parkingu są dokładnie takie same wozy.
Teraz prezes Skrzypek jeździ
ośmioletnim audi A8. Według NBP, auto jest całkowicie zdezelowane. Stąd
konieczność zakupu nowego. Czy to jednak nie przesada, by prezes dostał auto
za 350 tysięcy złotych? - pyta "Rzeczpospolita". Nie - odpowiada NBP - bo
przecież mogło kosztować jeszcze więcej.
"Nie chcemy, by auto dla
prezesa było droższe niż dla innych najważniejszych urzędników państwowych"
- wyjaśnia Józef Ruszar, szef Departamentu Komunikacji Społecznej NBP.
"Prezes przesiądzie się do pojazdu tej samej klasy. Jest jedną z kilku
najważniejszych osób w państwie. Jeżdżenie tańszym samochodem byłoby
populizmem" - dodaje.
Faktycznie, osoba, która wspiera politykę gospodarczą rządu, za te pieniądze
będzie mogła wozić się takim samym samochodem, jak prezydent, premier oraz
marszałkowie Sejmu i Senatu. BOR kupił pięć nowych BMW 7 w lipcu tego roku.
Ale tylko politycy PiS są pełni zrozumienia dla limuzyny prezesa.