|
Pierścionki,
obrączki i sygnety |
|
|
|
"Rodacy! Polki i Polacy w kraju i
na obczyźnie! Warszawiacy żyjący w odrodzonej stolicy! Warszawiacy rozsiani po
całej Polsce! Warszawiacy mieszkający w różnych krajach świata! Obywatelski
Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie zwraca się do Was wszystkich z
serdecznym apelem. Zamek Królewski będzie odbudowany. Podniesiemy go z ruin
wspólnym, narodowym wysiłkiem" - apelował w styczniu 1971 roku OKOZK, na czele
którego stanął prof. Stanisław Lorentz. "Jednak do skarbonek wrzucano nie tylko pieniądze, ale i cenne rzeczy. Po ich otwarciu znajdowano w nich złotą i srebrną biżuterię - obrączki, łańcuszki, pierścionki, a także złote koronki dentystyczne" - mówi Krystyna Łubieńska, główny inwentaryzator Zamku Królewskiego. Komisyjnie zdecydowano o przetopieniu mniej cennych przedmiotów. Fundusze pozyskane w ten sposób zostały przekazane na specjalne konto, które wspomaga zakup eksponatów do wystroju zamkowych wnętrz. Wiele osób przynosiło też dary wprost do zamku. Powód? Nie mieściły się w skarbonkach. Niestety, choć dla darczyńców były one drogocenne, to nie spełniały wymogów pozwalających zaprezentować je na ekspozycji. Zamek nie mógł ich też zlicytować, bo ówczesne prawo na to nie pozwalało. W efekcie kilkaset rzeczy na ponad 30 lat trafiło do magazynów. Teraz część z nich postanowiono spieniężyć. W sumie przygotowano do sprzedaży 233 przedmioty, których ceny wywoławcze zaczynają się od kilkudziesięciu złotych, a kończą na kilku tysiącach. Oprócz biżuterii i mebli na liście są m.in. porcelana, obrazy, ikona, kryształowy żyrandol, świeczniki, skóra tygrysa syberyjskiego, komplet sztućców, haftowany obrus, ręcznie malowany talerz z obchodów 200-lecia Stanów Zjednoczonych Ameryki, a nawet gipsowy odlew płaskorzeźby Thorvaldsena z nagrobka Józefy z Olizarów Borkowskiej znajdującego się na jednym z lwowskich cmentarzy. "Są to przedmioty kolekcjonerskie, które zostały nam przekazane z intencją wykorzystania ich dla dobra zamku. Pierwszą ich selekcję zrobiliśmy już kilka lat temu, jednak dopiero teraz udało nam się zorganizować aukcję. Trzy tygodnie temu odbyła się ostateczna wycena ich wartości. Zrobili ją dla nas społecznie rzeczoznawcy jubilerscy i historycy sztuki" - tłumaczy Łubieńska. "Ich sprzedaż wspomoże nasze plany zakupu innych cennych dzieł sztuki" - dodaje. Przedmioty będzie można obejrzeć na specjalnym pokazie, który odbędzie się w piątek w zamkowym lapidarium w godz. 10 - 15. Natomiast aukcja jest zaplanowana na sobotę 6 grudnia w Sali Kinowej. Początek o godz. 11. Pełny katalog aukcji wraz z jej regulaminem jest do pobrania ze strony internetowej Zamku Królewskiego: www.zamek-krolewski.pl. Jeżeli akcja spotka się z dużym odzewem, być może niedługo zostanie zorganizowana kolejna aukcja. Tym razem będą to numizmaty, których jest ok. 2 tys. Zamek
Królewski podczas zawieruchy wojennej został niemal całkowicie zniszczony. Z
oryginalnej budowli pozostał jedynie fragment sali balowej. Mimo iż pierwsza
decyzja o jego odbudowie zapadła już w 1945 r., to przez wiele lat jego los
pozostał niepewny. Ówczesne komunistyczne władze Polski nie miały zbyt wiele
chęci na jego odbudowę. Pojawiały się nawet inne plany na zagospodarowanie
tego miejsca. Jednym z najbardziej kuriozalnych był pomysł jednego z
radzieckich architektów przedstawiony w 1953 r. podczas pierwszej krajowej
narady architektów. Wedle tego projektu na miejscu zamku miał stanąć...
wieżowiec. Prof. Marian Marek Drozdowski, członek Społecznego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego Miałem zaszczyt współpracować z prof. Stanisławem Lorentzem, głównym pomysłodawcą akcji. Zaczęła się ona na Wybrzeżu w roku 1970. Rozpisaliśmy wówczas ogólnokrajową ankietę z pytaniem "Czy naród życzy sobie odbudowy warszawskiego Zamku Królewskiego?". W przeszło 80 proc. odpowiedzi, które do nas nadeszły, było "tak". Akcję zbierania pieniędzy na ten cel, które miały pochodzić nie od władz, a jedynie z środków społecznych, rozpoczęliśmy wśród Polonii szwajcarskiej. Wiele nam wówczas pomogła w tym kraju przede wszystkim żona Ignacego Mościckiego, ostatniego przedwojennego prezydenta RP. Popierały nas także Kościół katolicki i wiele organizacji społecznych, jak choćby Towarzystwo Przyjaciół Warszawy. Jeśli chodzi o wysokość datków, prym wiódł kraj i to właśnie z Polski pochodziła większość pieniędzy, które udało nam się zebrać. Polacy wrzucali je do skarbonek ustawionych przy ruinach Zamku. Odzew na nasz pomysł był spontaniczny. Myślę, że dzisiejsze społeczeństwo, mimo że znacznie bogatsze niż wtedy, nie byłoby tak hojne. Jednak wówczas powszechne było przekonanie, przede wszystkim wśród mieszkańców stolicy, że nie będzie pełnej odbudowy Warszawy, dopóki nie zostanie odbudowany Zamek Królewski. |