Pierścionki, obrączki i sygnety
Dary na Zamek Królewski idą na aukcję
Dominik Kaźmierski, Rzeczpospolita - wtorek, 2 grudnia 2008 - 20:30


Pierścionki, obrączki, sygnety, bransoletki, zegarki, obrazy, a także porcelana i meble. Do wyboru, do koloru. Wszystkie te cenne przedmioty przekazane ponad 30 lat temu przez Polaków i Polonię na odbudowę Zamku Królewskiego trafią już w najbliższą sobotę na aukcję.
 

Zobacz powiekszenie!

Dary na Zamek Królewski idą na aukcję
fot. Mat. pras.

"Rodacy! Polki i Polacy w kraju i na obczyźnie! Warszawiacy żyjący w odrodzonej stolicy! Warszawiacy rozsiani po całej Polsce! Warszawiacy mieszkający w różnych krajach świata! Obywatelski Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie zwraca się do Was wszystkich z serdecznym apelem. Zamek Królewski będzie odbudowany. Podniesiemy go z ruin wspólnym, narodowym wysiłkiem" - apelował w styczniu 1971 roku OKOZK, na czele którego stanął prof. Stanisław Lorentz.

Efekty apelu przerosły najśmielsze oczekiwania komitetu. Do wielkich skarbonek na placu Zamkowym ustawiały się w pierwszych dniach kolejki. Do Warszawy zaczęły przyjeżdżać wycieczki z zakładów pracy i szkół, których najważniejszym punktem programu było wrzucenie pieniędzy do odbudowę zamku.

"Po raz pierwszy zobaczyłam odbudowę Zamku Królewskiego ok. roku 1972. Wszyscy byliśmy pod wielkim wrażeniem tempa prowadzonych tam prac" - wspomina Bożenna Leśniewska, emerytowana nauczycielka z Poznania. "Od tej pory zakochałam się w warszawskim Zamku Królewskim i staram się go odwiedzać za każdym razem, kiedy jestem w stolicy. Nie żałuję przekazanych na niego pieniędzy" - dodaje.

"Jednak do skarbonek wrzucano nie tylko pieniądze, ale i cenne rzeczy. Po ich otwarciu znajdowano w nich złotą i srebrną biżuterię - obrączki, łańcuszki, pierścionki, a także złote koronki dentystyczne" - mówi Krystyna Łubieńska, główny inwentaryzator Zamku Królewskiego. Komisyjnie zdecydowano o przetopieniu mniej cennych przedmiotów. Fundusze pozyskane w ten sposób zostały przekazane na specjalne konto, które wspomaga zakup eksponatów do wystroju zamkowych wnętrz.

Wiele osób przynosiło też dary wprost do zamku. Powód? Nie mieściły się w skarbonkach. Niestety, choć dla darczyńców były one drogocenne, to nie spełniały wymogów pozwalających zaprezentować je na ekspozycji. Zamek nie mógł ich też zlicytować, bo ówczesne prawo na to nie pozwalało. W efekcie kilkaset rzeczy na ponad 30 lat trafiło do magazynów.

Teraz część z nich postanowiono spieniężyć. W sumie przygotowano do sprzedaży 233 przedmioty, których ceny wywoławcze zaczynają się od kilkudziesięciu złotych, a kończą na kilku tysiącach.

Oprócz biżuterii i mebli na liście są m.in. porcelana, obrazy, ikona, kryształowy żyrandol, świeczniki, skóra tygrysa syberyjskiego, komplet sztućców, haftowany obrus, ręcznie malowany talerz z obchodów 200-lecia Stanów Zjednoczonych Ameryki, a nawet gipsowy odlew płaskorzeźby Thorvaldsena z nagrobka Józefy z Olizarów Borkowskiej znajdującego się na jednym z lwowskich cmentarzy.

"Są to przedmioty kolekcjonerskie, które zostały nam przekazane z intencją wykorzystania ich dla dobra zamku. Pierwszą ich selekcję zrobiliśmy już kilka lat temu, jednak dopiero teraz udało nam się zorganizować aukcję. Trzy tygodnie temu odbyła się ostateczna wycena ich wartości. Zrobili ją dla nas społecznie rzeczoznawcy jubilerscy i historycy sztuki" - tłumaczy Łubieńska. "Ich sprzedaż wspomoże nasze plany zakupu innych cennych dzieł sztuki" - dodaje.

Przedmioty będzie można obejrzeć na specjalnym pokazie, który odbędzie się w piątek w zamkowym lapidarium w godz. 10 - 15. Natomiast aukcja jest zaplanowana na sobotę 6 grudnia w Sali Kinowej. Początek o godz. 11. Pełny katalog aukcji wraz z jej regulaminem jest do pobrania ze strony internetowej Zamku Królewskiego: www.zamek-krolewski.pl. Jeżeli akcja spotka się z dużym odzewem, być może niedługo zostanie zorganizowana kolejna aukcja. Tym razem będą to numizmaty, których jest ok. 2 tys.

Zamek Królewski podczas zawieruchy wojennej został niemal całkowicie zniszczony. Z oryginalnej budowli pozostał jedynie fragment sali balowej. Mimo iż pierwsza decyzja o jego odbudowie zapadła już w 1945 r., to przez wiele lat jego los pozostał niepewny. Ówczesne komunistyczne władze Polski nie miały zbyt wiele chęci na jego odbudowę. Pojawiały się nawet inne plany na zagospodarowanie tego miejsca. Jednym z najbardziej kuriozalnych był pomysł jednego z radzieckich architektów przedstawiony w 1953 r. podczas pierwszej krajowej narady architektów. Wedle tego projektu na miejscu zamku miał stanąć... wieżowiec.

Szczęśliwie z tego pomysłu zrezygnowano. Faktyczna odbudowa ruszyła dopiero na początku lat 70. Prace finansowane były w głównej mierze ze składek społecznych. W lutym 1973 r. na odbudowywanej rezydencji zawisła pierwsza wiecha, a w lipcu 1974 r. na zamkowych wieżach pojawiły się hełmy. W listopadzie 1979 Rada Ministrów formalnie powołała Zamek Królewski. Publiczności udostępniono go 31 sierpnia 1984 r.


Prof. Marian Marek Drozdowski, członek Społecznego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego

Miałem zaszczyt współpracować z prof. Stanisławem Lorentzem, głównym pomysłodawcą akcji. Zaczęła się ona na Wybrzeżu w roku 1970. Rozpisaliśmy wówczas ogólnokrajową ankietę z pytaniem "Czy naród życzy sobie odbudowy warszawskiego Zamku Królewskiego?". W przeszło 80 proc. odpowiedzi, które do nas nadeszły, było "tak". Akcję zbierania pieniędzy na ten cel, które miały pochodzić nie od władz, a jedynie z środków społecznych, rozpoczęliśmy wśród Polonii szwajcarskiej. Wiele nam wówczas pomogła w tym kraju przede wszystkim żona Ignacego Mościckiego, ostatniego przedwojennego prezydenta RP. Popierały nas także Kościół katolicki i wiele organizacji społecznych, jak choćby Towarzystwo Przyjaciół Warszawy. Jeśli chodzi o wysokość datków, prym wiódł kraj i to właśnie z Polski pochodziła większość pieniędzy, które udało nam się zebrać. Polacy wrzucali je do skarbonek ustawionych przy ruinach Zamku. Odzew na nasz pomysł był spontaniczny. Myślę, że dzisiejsze społeczeństwo, mimo że znacznie bogatsze niż wtedy, nie byłoby tak hojne. Jednak wówczas powszechne było przekonanie, przede wszystkim wśród mieszkańców stolicy, że nie będzie pełnej odbudowy Warszawy, dopóki nie zostanie odbudowany Zamek Królewski.