|
Giganci z Detroit walczą o
przetrwanie |
|
|
|
Jeśli jej nie otrzymają - grozi im bankructwo - ostrzegają. Wkrótce powinny być znane szczegóły planu, ale wiadomo, że decyzja o tym, czy amerykańscy giganci otrzymają wsparcie państwa zapadnie najwcześniej we czwartek. Zwolennikami wsparcia motoryzacji są generalnie Demokraci, choć z pewnymi wyjątkami - kongresmanów z południowych stanów USA, gdzie swoje fabryki ma Toyota. Zdecydowanymi przeciwnikami takiej pomocy są natomiast Republikanie. „Wielka trójka” pochodzi z Michigan, tradycyjnego bastionu Demokratów, jej prezesi są zagorzałymi demokratami, a odchodząca administracja jest zdania, że krajowi wystarczą dotychczasowe środki ratunkowe przekazane przede wszystkim sektorowi finansowemu. Z przecieków z Detroit, gdzie prezesi z prawnikami przygotowują swoje plany restrukturyzacyjne wiadomo, że chcą oni zaproponować refinansowanie zadłużenia, cięcia płac zarządów, apelować do pracowników o zgodę na obniżenie płac i finansowania programów emerytalnych i zdrowotnych w tym kraju wyjątkowo kosztownych. Niewykluczone też, że GM, Ford i Chrysler będą chcieli pozbyć się niektórych swoich marek. – Plan przedstawiony dziś w Kongresie będzie dotyczył wyłącznie cięć w Stanach Zjednoczonych – mówi „Rz” Nelson Silveira, rzecznik GM Europe. – W Europie nie zmierzamy na razie zamykać żadnych fabryk, a cięcie kosztów o 10 proc. zapowiedziane w ubiegłym tygodniu odbędzie się również bez jakichkolwiek zwolnień personelu zatrudnionego na stałych umowach o pracę – dodał. Przypomniał jednak, że dwa miesiące temu GME informował o zamiarze sprzedania fabryki w Strasbourgu produkującej skrzynie biegów i napędy do samochodów. Od dłuższego czasu pojawia się również informacja, że GM zamierza pozbyć się trzech marek: dwóch amerykańskich, Pontiaca i Saturna, oraz europejskiego Saaba. Jeśli do tego dojdzie, nie zostaną one jednak zlikwidowane, jak zrobił to GM z Oldsmobile w 2004 roku, lecz sprzedane chętnemu nabywcy. Likwidacja marki jest w tej chwili zbyt kosztowna. Każdy z trzech koncernów złoży oddzielny plan. GM ma zaproponować swoje akcje, albo opcje na akcje w zamian za pieniądze jakie otrzyma. Wiadomo już, że wszyscy trzej prezesi zaproponują drastyczne cięcie swoich zarobków, nawet do dolara rocznie. W przypadku Chryslera – którego prezes Bob Nardelii już zapowiedział, że zgadza się na rezygnację z zarobków – propozycje dotyczy wymiany zadłużenia na udziały i ograniczenia liczby produkowanych modeli. Podczas dyskusji w Kongresie może też dojść do poruszenia innych spraw, jak chociażby kosztów wykorzystania samolotów należących do koncernów. Natomiast Ford – inaczej niż GM i Chrysler, którym może do końca roku zabraknąć gotówki na normalne funkcjonowanie – nie chce pieniędzy już teraz,ale potrzebuje zabezpieczenia na przyszły i 2010 r. Ford pozyskał środki pozbywając się nieruchomości (23,4 mld dol.) krótko po tym, jak Alan Mullaly przejął stanowisko prezesa. GM jest bardzo zadłużony. 45 mld dol. jest winny wierzycielom, a dodatkowo jeszcze na początku 2010 r. musi zapłacić 7,5 mld dol związkowi zawodowemu UAW na konto programów opieki zdrowotnej emerytowanych pracowników. Związki, choć niechętnie, to jednak przyznają, że są gotowe także na poświęcenie ze swojej strony. Szef prawników UAW, Alan Reuther, nie zgodził się jednak podać jakie to mogą być ustępstwa. Zdaniem amerykańskiego sekretarza (ministra) handlu Carlosa Gutierreza, plany oszczędnościowe, jakie zobaczy Kongres muszą być po pierwsze wiarygodne i muszą dowieść, że rzeczywiście pozwolą „wielkiej trójce” w odbudowie biznesu. Z drugiej strony wiadomo, że bankructwo byłoby wielkim ciosem dla amerykańskiego rynku pracy, bo w fabrykach GM, Forda i Chryslera oraz zakładach z nimi współpracujących pracę straciłyby ok. 2 mln osób. |