
Więcej Katalog Firm Program Partnerski Eurogospodarka Eko Certyfikaty Nasza Polska Zd24.pl PROFI - GROUP
Zapłacimy za rosyjsko-niemiecką rurę?
Gość, pt., 2008-04-04 09:14
Polska jest przeciwna budowie niemiecko-rosyjskiego gazociągu pod Bałtykiem, ale być może będzie musiała się do niej dołożyć.
Takie ryzyko niesie traktat lizboński. Gazociąg Nord Stream ma omijać Polskę i inne kraje Europy Środkowej. Koszty tej inwestycji rosną jak na drożdżach. Gazprom i jego niemieccy partnerzy szacują je już na 7,4 mld euro - prawie dwa razy drożej niż dwa lata temu. A to wstępne szacunki, bo nie ułożono jeszcze nawet centymetra rury na dnie morza.
Skąd rosyjsko-niemieckie konsorcjum weźmie pieniądze na tę inwestycję? Większość chce pożyczyć w bankach. Najbardziej atrakcyjny byłby kredyt z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, głównej instytucji finansowej Unii Europejskiej. Jego kredyty są nisko oprocentowane, a ponadto stanowią znak, że inwestycja jest ważna dla całej UE.
Do tej pory Nord Stream nie miał szans na kredyt z EBI. Na finansowanie przez ten bank inwestycji poza obszarem UE musiały się jednomyślnie zgodzić wszystkie unijne państwa. Przy sprzeciwie Warszawy i kilku innych stolic było to nierealne.
Ale ostatnio konsorcjum Nord Stream przypomniało, że to się zmieni po przyjęciu traktatu lizbońskiego. Do podjęcia decyzji wystarczy kwalifikowana większość - co najmniej 18 państw i 68 proc. kapitału akcyjnego EBI. Do Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, które najgłośniej protestowały przeciw rurze, należy razem tylko 2,4 proc. akcji banku.
W EBI to zarząd decyduje, co poddać pod głosowanie. - Obecny zarząd na pewno nie zaakceptuje kredytowania projektu, który budzi takie kontrowersje jak Nord Stream - zapewnia Marta Gajęcka, wskazana przez Polskę wiceprezes EBI. Ale przyznaje, że może się to zmienić w przyszłości. Kadencja Gajęckiej upływa np. w 2010 r.
Według pierwotnych planów budowa gazociągu miała się zacząć w przyszłym roku, a zakończyć w 2011. Opóźnienia są już takie, że to nierealne.
Skąd rosyjsko-niemieckie konsorcjum weźmie pieniądze na tę inwestycję? Większość chce pożyczyć w bankach. Najbardziej atrakcyjny byłby kredyt z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, głównej instytucji finansowej Unii Europejskiej. Jego kredyty są nisko oprocentowane, a ponadto stanowią znak, że inwestycja jest ważna dla całej UE.
Do tej pory Nord Stream nie miał szans na kredyt z EBI. Na finansowanie przez ten bank inwestycji poza obszarem UE musiały się jednomyślnie zgodzić wszystkie unijne państwa. Przy sprzeciwie Warszawy i kilku innych stolic było to nierealne.
Ale ostatnio konsorcjum Nord Stream przypomniało, że to się zmieni po przyjęciu traktatu lizbońskiego. Do podjęcia decyzji wystarczy kwalifikowana większość - co najmniej 18 państw i 68 proc. kapitału akcyjnego EBI. Do Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, które najgłośniej protestowały przeciw rurze, należy razem tylko 2,4 proc. akcji banku.
W EBI to zarząd decyduje, co poddać pod głosowanie. - Obecny zarząd na pewno nie zaakceptuje kredytowania projektu, który budzi takie kontrowersje jak Nord Stream - zapewnia Marta Gajęcka, wskazana przez Polskę wiceprezes EBI. Ale przyznaje, że może się to zmienić w przyszłości. Kadencja Gajęckiej upływa np. w 2010 r.
Według pierwotnych planów budowa gazociągu miała się zacząć w przyszłym roku, a zakończyć w 2011. Opóźnienia są już takie, że to nierealne.
Źródło: G W Andrzej Kublik






Zarejestruj się!


