
Więcej Katalog Firm Program Partnerski Eurogospodarka Eko Certyfikaty Nasza Polska Zd24.pl PROFI - GROUP
Awantura na Białorusi sprzyja bałtyckiej rurze Gazpromu
Budowa gazociągu Nord Stream przez Bałtyk to "najgłupszy pomysł w historii Rosji" - mówił w tym roku Aleksander Łukaszenko. Ale kolejny gazowy konflikt Białorusi z Rosją, sprowokowany przez administrację Łukaszenki, to propagandowe wsparcie dla inwestorów Nord Stream.
Nie wiadomo, dlaczego Białoruś zwleka z uregulowaniem długu. Są pieniądze od Gazpromu, a po wprowadzonej w tym roku podwyżce cen gazu importowanego z Rosji drastycznie podniesiono także rachunki za gaz od białoruskich firm i według oficjalnych danych są one w pełni regulowane.
Sprawa nabrała jednak międzynarodowego wymiaru. Kiedy przed tygodniem fiaskiem zakończyły się rozmowy władz Białorusi o przesunięciu spłat gazowego długu, wpływowy niemiecki dziennik "Die Welt" uprzedzał, że może to doprowadzić do zakręcenia kurka przez Gazprom i zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego Europy Zachodniej. Zdaniem "Die Welt" kłopoty na Białorusi byłyby argumentem na rzecz forsowania przez Gazprom budowy omijającego Białoruś rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream przez Bałtyk. Zasadnicze zastrzeżenia wobec tej inwestycji zgłosiła większość państw nad Bałtykiem i do tej pory Gazprom nie zdołał namówić swoich niemieckich partnerów do podpisania wielu ważnych umów w sprawie Nord Stream, choć planowano do zrobić do czerwca.
Jednak wbrew tezom "Die Welt" ewentualne problemy z tranzytem gazu przez Białoruś nie dotknęłyby Europy Zachodniej. Rosyjski surowiec płynie do Niemiec przez Białoruś gazociągiem jamalskim, a ta rura na Białorusi należy wyłącznie do Gazpromu, leży na gruntach dzierżawionych przez Gazprom i jest całkowicie odłączona od białoruskich rur - podkreślał często rosyjski koncern. Ewentualne problemy z tranzytem przez Białoruś dotknęłyby tylko państwa nadbałtyckie i Polskę podłączone do sieci Biełtransgazu, który od kilku tygodni jest już białorusko-rosyjską firmą.
Fot. SERGEI GRITS AP
Traf zrządził, że w tym samym czasie, kiedy rozpalał się gazowy konflikt Rosji z Białorusią, Polska i państwa nadbałtyckie szykowały kolejne wyzwanie dla Nord Stream. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia mają się zwrócić do Komisji Europejskiej o wsparcie dla studium budowy gazociągu Amber, lądowej alternatywy gazociągu Nord Stream. Takie studium w obiektywny sposób pozwoliłoby ocenić, co bardziej się opłaca - budować nowy gazociąg z Rosji na Zachód przez Bałtyk czy też lądem przez państwa nadbałtyckie i Polskę. Z taką inicjatywą Polska wystąpiła 21 lipca, a dwa dni później ujawnił to minister gospodarki Litwy Vytas Navickas. Tego samego dnia w Moskwie minister energetyki Białorusi Aleksander Ozerec zaczął negocjacje o przesunięciu terminu spłaty białoruskiego długu, które zakończyły się fiaskiem. List do KE w sprawie studium budowy lądowego konkurenta dla Nord Stream miał być wysłany na początku tego tygodnia, ale do czasu ogłoszenia ultimatum Gazpromu dla Białorusi pisma do KE nie wysłano - przyznał w środę minister gospodarki Piotr Woźniak. Jak na takie pismo odpowie KE zaniepokojona kolejną gazową awanturą na Wschodzie?
Jeszcze większą zagadką jest zachowanie Łukaszenki. Jeszcze niedawno apelował do Gazpromu, by zamiast rury przez Bałtyk wybudował planowaną od lat drugą nitkę gazociągu jamalskiego, w której przygotowanie na Białorusi - tak jak w Polsce - zainwestowano już wielkie pieniądze. Nord Stream przez Bałtyk to "najgłupszy pomysł w historii Rosji" - mówił. Ale kryzys gazowy sprowokowany teraz przez Mińsk znowu stawia pod znakiem zapytania sens budowy drugiej nitki Jamału - jeśli na Białorusi, to również w Polsce. A wszystko dzieje się w chwili, kiedy ważą się losy Nord Stream - tak, jakby do przeforsowania tej inwestycji potrzebna była kolejna gazowa awantura na Wschodzie.
Źródło: gazeta.pl (czwartek- 2 sierpnia 2007r.)






Zarejestruj się!



